Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
40 postów 98 komentarzy

Moim zdaniem

Lech Mucha - Pogodny, uczciwy, inteligentny, leniwy konserwatysta.Mężczyzna,katolik,mąż i ojciec, motocyklista. Zawodowo - chirurg, amatorsko - muzyk, pisarz, płetwonurek...

Czy można handlować zasadami?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po całej awanturze Tuskowi patrzą na ręce wszyscy, tak polskie prawicowe media, prawa strona Twittera i Facebooka, ale także eurodeputowani z innych krajów.

"Dla Polski najważniejsze są zasady. Nie ma takiego kompromisu, za który sprzedalibyśmy interes Polski, polskiego państwa i polskich obywateli"
 
Taki wpis znalazł sie na oficjalnym profilu facebookowym pani premier Beaty Szydło. Dotyczył bezskutecznego oporu wobec ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Zanim przejdę do rzeczy, muszę wytłumaczyć się z powodów, dla których postanowiłem powrócić do tego wydarzenia. Otóż robię to dlatego, że wraz z upływem czasu docierają do nas kolejne informacje, oraz ujawniają się reakcje Europy na to co się stało. Dopiero teraz można całą sprawę podsumować. Wielu komentatorów politycznych, w tym bardzo przeze mnie lubiani i cenieni Rafał Ziemkiewicz i Stanisław Michalkiewicz, ale i wielu innych, nie wyłączając też publicystów Polski Niepodległej, zdążyło skrytykować akcję, najwyraźniej nie próbując zrozumieć jej powodów. A przecież jak się zna metody działania premiera Kaczyńskiego, z którymi można się naturalnie zgadzać lub nie, naprawdę trudno uwierzyć, by były to posunięcia przypadkowe, albo nieprzemyślane.
Jakoś bez wielkiego echa przeszedł tekst opublikowany na portalu wPolityce.pl (Kulisy operacji "Saryusz"...), którego dziennikarze dotarli do pewnych informacji, tłumaczących coś, co mi wydawało się oczywiste od samego początku. Akcja "Saryusz", mimo pozorów działania w pośpiechu, spowodowanych głównie późnym zgłoszeniem, albo raczej oficjalnym ujawnieniem kandydatury Saryusza-Wolskiego, nie była wcale szarżą kawalerii z szablami na niemieckie czołgi, ani nieprzemyślanym działaniem Kaczyńskiego powodowanym nienawiścią do Tuska! Zgodnie z treścią artykułu, który można z łatwością odszukać w sieci, wszystko sprowadzało się do tego, że politycy Prawa i Sprawiedliwości próbowali wynegocjować z Niemcami odstąpienie od ataków kierowanych przeciwko polskiemu rządowi i Polsce. W zamian za to, rząd polski miał zrezygnować z ostrego sprzeciwu wobec kandydatury Tuska.
Może powstać pytanie, dlaczego nikt z rządu, już po wszystkim, nie podał do publicznej wiadomości prawdziwego powodu, dla którego stało się to, co się stało? To przecież oczywiste. Działanie rządu Beaty Szydło w sprawie powtórnego wyboru Tuska na przewodniczącego, stoi  w jawnej sprzeczności  ze znanym z wpisu facebookowego pani premier opowiadaniem o "zasadach". Jeśli informatorzy portalu wPolityce.pl mają rację co do tego, co się w tej sprawie stało, to nie ma innej możliwości aniżeli przyznać, że polski rząd miał w planach sprzedać te zasady, o których pisze w swoim wpisie premier rządu Beata Szydło!
Chciałoby sie zakrzyknąć: nareszcie! Nareszcie mamy rząd, potrafiący prowadzić odważną politykę. Szanowni Państwo! Obowiązkiem polityków rządzących państwami i narodami, jest zabijać, kraść i kłamać, jeżeli dla dobra narodu tak trzeba i  nie ma innego wyjścia. Muszą oszukiwać cały świat, żeby zapewnić przetrwanie kraju. Zabijać, jeśli to konieczne, dla obrony życia i mienia swych obywateli. Oczywiście określenie "zabijać" rozumiemy, jako wzięcie na siebie odpowiedzialności, na przykład za posyłanie na front żołnierzy, którzy będą zabijać w obronie ojczyzny! Muszą posyłać w świat szpiegów, używać sił specjalnych wszędzie tam, gdzie to konieczne! I tak dalej, i tak dalej! Muszą czasem trochę pohandlować zasadami!
Jednocześnie trzeba przyznać, że przegrana w tej sprawie nie przyniosła wcale wielu szkód. Powtarzam raz jeszcze: wcale nie chodziło o to, by za wszelką cenę utrącić Tuska i uniemożliwić jego wybór na mało istotne stanowisko. Była to próba uzyskania od popierającej go strony niemieckiej czegoś w zamian. Co prawda się nie powiodła, ale wygrać może tylko ten, kto ma odwagę zalicytować. Ci, którzy po spotkaniu z kanclerz Merkel otrzepują kurz z nogawek spodni, na pewno niczego nie wygrają! Totalnie głupia opozycja cieszy się, całkiem jak głupia, z porażki rządu, zdając się nie rozumieć, o co szła faktycznie gra i jakie są realne konsekwencje. A te są ciekawe.
Po całej awanturze Tuskowi patrzą na ręce wszyscy, tak polskie prawicowe media, prawa strona Twittera i Facebooka, ale także eurodeputowani z innych krajów.
 - Nawet rząd polski nie chciał go poprzeć. Jak mamy mu ufać? Sprawuje ten urząd tylko dlatego, że ma plecy - mówi Peter Lungren, reprezentant Szwedzkich Demokratów  w PE. Doszło również do ujawnienia pewnych nieładnych cech polityków europejskich.
 -  Wy macie zasady, my fundusze strukturalne - te słowa prezydenta Francji  Francoisa Hollanda, legitymującego się w swoim upadającym kraju jakimiś, najwyżej, 4% poparcia, doskonale obnażają stosunek gnijącej "starej" unii, do jej nowych członków. Dla wszystkich euroentuzjastów, a także dla obserwatorów politycznych z większości małych krajów, nie jest to na pewno łatwa do przełknięcia pigułka. Reasumując, bezpośrednio ugrać nic się nie udało, ale licytowali prawidłowo i jak poczytać, co pisze prasa niemiecka, wygląda na to, że ten wybór czkawką odbije się samej Angeli, która nie tylko, że może zacząć go żałować, ale też przy następnej okazji mniej będzie skłonna propozycje Polaków lekceważyć. Wisienką, no, może nie na torcie, ale na ciasteczku na pewno, jest pozyskanie do dalszej współpracy posła Saryusza-Wolskiego!
Na koniec trzeba, gwoli sprawiedliwości, napisać dwie rzeczy. Akcja była bez najmniejszej wątpliwości skoordynowana i prowadzona bardzo szeroko. Na pewno była uzgodniona nie tylko z panią premier Beatą Szydło, ale też i z Jarosławem Kaczyńskim i nie można odpowiedzialnością za nią, nawet jeśli błędnie uznajemy ją za porażkę, obarczać ministra Waszczykowskiego. I po drugie: skoro w grze nie chodziło o to, by za wszelką cenę utrącić kandydaturę Tuska, a tylko coś za rezygnację z obiekcji uzyskać, nie ma się co dziwić, że chociaż polski rząd musiał do końca grać tak, jak na początku licytował, to jednak nie musieliśmy od naszych sojuszników z V4 wymagać poparcia. Dlatego też nie ma się co dziwić, że głosowali tak jak głosowali, ponieważ ich sprzeciw nic nam nie dawał.
 
 
Lech Mucha
 
Tekst ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa(22.03.2017.)

KOMENTARZE

  • 1*
    Jaką ważną myśl Autor chciał przekazać w tym tekście?
  • @Rzeczpospolita 18:35:38
    Więcej niż jedną. Proponuję spróbować przeczytać jescze raz.
  • @Rzeczpospolita 18:35:38
    Taką, Koszer, że własna dupa jest dla człowieka honoru dobrem niesprzedawalnym.
    Nawet w ramach wielokrotnie podnoszonej przez ciebie tzw. politycznej roztropności.
    Ty, stolarzu swoją kupczysz, a później dziwisz się tym, którzy mają inne zasady.
  • @Lech Mucha 19:20:54
    5*
  • @alek.san 03:09:17
    problem w tym, że z kreaturą taką jak ty jedyna możliwa rozmowa to jak z dupą w nocy

    ale nie skorzystam, wolę płatne, zawodowe prostytutki niż k... z charakteru dające za darmo każdemu - a to są ich zasady

    trzymaj się dalej tych zasad
  • @alek.san 03:11:03
    no, Doktorze, ale jakoś mało tych piątek sam pan zgromadził, a i odsłon nie za wiele przybyło
  • @Rzeczpospolita 12:39:29
    Breaking news

    Jakiś niebezpieczny kretyn zwiał że szpitala w Tworkach
    to niejaki Koshur mieszkaniec kibuca w Otwocku
    Trwają poszukiwania
  • @Husky 12:52:30
    tylko nie pisz, że widziałeś,
    bo od razu będzie wiadomo skąd prowadzisz obserwacje
  • @Rzeczpospolita 12:57:01
    Ale aj waju to info ze strony Wiernych Polsce Syjonistycznej
    Znasz ten portal ?
  • @alek.san 03:09:17
    "Nawet w ramach wielokrotnie podnoszonej przez ciebie tzw. politycznej roztropności. Ty, stolarzu..."/alek.san./

    Stolarstwo jest szlachetnym rzemiosłem i z bardzo długą historią(św. Józef i Jezus). Wymaga znajomości geometrii, zręczności manualnej i artystycznej duszy. Mam ogromny szacunek dla rzemieślników, artystów i ludzi żyjących z pracy własnych rąk. Choć dla niektórych osób słowo "stolarz" pogardliwie rzucone komuś w twarz ma obrazić, ja zaliczam utalentowanego i oddanego swojej profesji stolarza za osobę godną podziwu i poważania.
  • @AgnieszkaS 18:49:38
    Szanowna AgnieszkoS,
    Czuję się wywołany do tablicy, więc odpowiadam.
    Św. Józef nie był stolarzem, lecz cieślą. To z pozoru subtelna, aczkolwiek w praktyce bardzo znacząca różnica.
    Ciesielstwo, oprócz wspomnianej przez Ciebie znajomości geometrii, wymaga jeszcze znajomości czegoś, co dziś nazywamy inżynierią materiałową i obliczeń wytrzymałościowych.
    Znajomości geometrii, szanowna AgnieszkoS, wymaga się od dzieci w 6 klasie szkoły podstawowej, przynajmniej tych z dobrymi ocenami.
    Stolarstwo jest zawodem bardzo zacnym, aczkolwiek nie wymagającym artystycznej duszy.
    Tego wymaga rzeźbiarstwo, które w porównaniu ze stolarstwem jest mniej więcej tym samym, czym pisanie poezji z pisaniem dyktanda.
    Też mam ogromny szacunek dla rzemieślników, ale pod warunkiem że robią swoje i ciężko harują na życie. Sam ciężko pracuję na swój chleb, więc wiem jak pachnie.
    Gdyby pan Kosiur prezentował na tym portalu swoje osiągnięcia stolarskie, z pewnością zasługiwałby na szacunek dla siebie i swojej profesji.
    Ale zajmuje się tutaj paszkwilanctwem i obrażaniem ludzi.
    Albo dorabia sobie w ten sposób po godzinach, albo ma taki ku..ewski charakter, że robi to za darmo.
    W obu przypadkach można mu bez zmrużenia oka pokazać gdzie jest jego miejsce, w tym przypadkiu - w stolarni właśnie.
  • @alek.san 00:35:31
    Szanowny Panie:

    Cieśla czy stolarz- w języku angielskim w obydwu przypadkach "carpenter"- to nie ma większego znaczenia w podjętej tutaj dyskusji. Pisze Pan, że ciesielstwo, oprócz wspomnianej znajomości geometrii, wymaga jeszcze znajomości czegoś, co dziś nazywamy inżynierią materiałową i obliczeń wytrzymałościowych, a więc chyba Pan się tutaj zgodzi, że inż. Dariusz Kosiur posiada wystarczający zasób wiedzy aby te obliczenia we właściwy sposób przeprowadzić.

    W pańskim mniemaniu stolarstwo nie wymaga artystycznej duszy. Ja uważam, że z rzemieślnikami to bywa różnie, podobnie jak z artystami przez duże A. Rzemieślnik może być artystą, a artysta rzemieślnikiem. Tutaj należy wspomnieć stolarstwo japońskie, które uznane jest nie za rzemiosło ale sztukę.

    Pan Kosiur nie prezentuje tutaj swoich osiągnięć stolarskich, jak Pan słusznie zauważył, ale, podobnie jak inni blogerzy o różnych zawodach, prezentuje tutaj swoje poglądy i spostrzeżenia- w postaci notek. Ja w wielu sprawach się z Dariuszem Kosiurem nie zgadzam, jednak uważam, że ma on takie samo prawo do wypowiadania jak wszyscy pozostali.

    Jeżeli chodzi o obrażanie ludzi, to proszę spojrzeć na powyższe wpisy. Obrażanie rozpoczęło się od "alek.san 26.03.2017 03:09:17", a później zjawił się Husky. Owszem, wpis "Rzeczpospolitej" z oceną 1* był złośliwy, ale zachowane w nim były zasady kultury. Sam Autor zręcznie sobie z głupia frant pytaniem poradził i nie musiał sięgać po "żydo-" czy "ku..ewskie" epitety.

    Ja oczywiście doceniam notkę pana Lecha Muchy, bo jest dobrze napisana i zawiera interesujące spostrzeżenia. Co do ostatecznej konkluzji, to mam wielkie wątpliwości. Czy PiS-owska mściwość i machiawelizm wynika z patriotyzmu, czy może jest to gra prowadzona dla umocnienia amerykańskich interesów w Europie? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Działalność ministra wojny, pana Macierewicza, wyjątkowo utwierdza mnie w sceptycznym odbiorze polityki obecnego rządu.

    Pozdrawiam!

    5* dla Autora!
  • @Lech Mucha
    https://cdnpl1.img.sputniknews.com/images/399/78/3997872.jpg Media: Trump wystawił Merkel rachunek na 375 mld dolarów! Prezydent USA Donald Trump podczas zamkniętego spotkania w Waszyngtonie w ubiegłym tygodniu wręczył kanclerz Niemiec Angeli Merkel rachunek za usługi NATO - podaje The Sunday Times, powołując się na źródła w niemieckim rządzie. Poinformowano, że amerykański przywódca oszacował dług Berlina wobec NATO za obronę Niemiec na 375 mld dolarów. Jeden z niemieckich ministrów, który zastrzegł sobie anonimowość, nazwał dokument „oburzającym". „Takie żądania mają na celu zastraszenie drugiej strony, jednak kanclerz odebrała to spokojnie i nie zamierza reagować na prowokacje" — oznajmił. Ps...I pożegnają się Niemcy ze swoim złotem(którego i tak już nie ma!). Makrela powinna wnioskować o rozłożenie kwoty na raty.
  • @AgnieszkaS 08:08:55
    Szanowna Pani,
    Nie wiem skąd się wziął ten angielski, skoro forum jest polskojęzyczne.
    Ale tutaj również nie ma Pani racji, ponieważ carpenter to po angielsku owszem stolarz, natomiast cieśla to joiner. Oczywiście obydwie formy się mieszają, ale prawidłowo jest właśnie tak jak napisałem.
    Jak wypisze Pani z tysiąc dokumentów typu: Purchase Order, Permit to Work, Contractor Check Form, Safety Program, Isolation Schedule, a wcześniej jeszcze sprawdzi i podpisze podobną ilość Risk Assessment - Method Statements od rozmaitych "subbies", czyli panów z narzędziami, którzy pojawią się u Pani w pracy, wtedy możemy się wdać w dyskusję jak nazywają się zawody tych jegomości po angielsku.
    Co do pozostałych reprymend, pominę je taktownym milczeniem.
    Widzi Pani, rozmowa per procura mnie kojarzy się z czynnościami prawnymi, a nie luźną dyskusją na forum.
    Ma Pani prawo sobie myśleć co uważa, o kim sobie chce, ale takie prawo mam i ja, Droga Pani.
    Napisałem w krótkich żołnierskich słowach co myślę o jego tfu-rczości na tym forum, a pan Kosiur odpowiedział pięknym na nadobne.
    Nie mam żalu, bo i o co, komary muszą pobzyczeć.
    A dla Pani, niech sobie ta jego riposta będzie najinteligentniejszą w świecie.
  • @alek.san 21:29:41
    Szanowny Panie:

    Proszę zauważyć, że w moim pierwszym wpisie dotyczącym "stolarza" - mógłby to być również "cieśla" lub jego pomocnik- skoncentrowana byłam na fakcie, że "stolarz" to przecież nie przezwisko, epitet dla pewnych ludzi o snobistycznych naturach. O ile czuje Pan, że jest to "rozmowa per procura" to jest Pan w błędzie. Gdyby pańskie odczucie okazało się prawdziwe, to ja byłabym reprezentantem wszystkich "stolarzy" i "cieśli", których potraktował Pan pogardliwie. To Pan nawiązał do Dariusza Kosiura, a więc napisałam, co o tym myślę. Trudno z resztą nie napisać, skoro w ostatnich tygodniach obserwuje się na tym forum rozkwit barbarzyństwa słownego. Nie o inteligencję tu chodzi i kwieciste, pełne słodyczy, komentarze, tylko zachowanie jakichś podstawowych zasad. Gdy mamy do czynienia z np: "hedge fund manager"( przepraszam, że po angielsku) to już podchodzimy do takiego "rzemiosła" (złodziejskiego) z poważaniem, a do stolarza to można z góry, bo on w naszym polskim widzeniu jest mało inteligentny. Poza tym, dla Pana stolarz to jest tylko subbie, czyli w australijskim slangu subcontractor(podwykonawca). Przedrostek "sub"(pod-) działa na ludzką wyobraźnię - jednych poniża, drugich czyni wielkich.
  • @alek.san 21:29:41
    Szanowny Panie(2):

    "Co do pozostałych reprymend, pominę je taktownym milczeniem./alek.san./

    Takt to cecha bardzo pozytywna, szczególnie w dyplomacji. Cieszy mnie, że u Pana takt wziął górę nad żołnierskością. Piszę te słowa mając w pamięci takie oto zdanie skierowane do mnie przez Pana:

    "Dyplomacja to taka sztuka powiedzenia komuś sp...alaj, żeby po usłyszeniu tych słów zaczął odczuwać ekscytację, z powodu czekającej go wspaniałej podróży".

    Próżno się teraz zastanawiać, czy prowadził Pan wtedy ze mną "dyskurs" per procura, czyli w zastępstwie uroczej red. naczelnej Business&Beauty, czy w swoim własnym. Co napisałam wtedy jeszcze raz powtórzę. Notka "DyploRacja" pani Ogończyk-Mąkowskiej należy do wjątkowo żałosnego rodzaju tfu-rczości.

    Na tym kończę. Niech Pana wszystkie Serafiny mają w swojej najsłodszej opiece.

    Sayōnara Alek San !
  • Michnik dopiął swego! Wychował całe pokolenie Polaków gotowych wyprzeć się Ojczyzny.
    http://warszawskagazeta.pl/media/k2/items/cache/4533727e694f8ad8bfdeeaa9fb610199_L.jpg Adam Michnik odchodzi, ale zostawił nam ugrzecznionych kontestatorów systemu, sprawujących obecnie władzę. Wylęknionych bluźnierców, jak to ładnie ujął poeta.

    Zdaje się, że projekt „Gazeta Wyborcza” powoli skłania się ku niebytowi. Zaplanowany był – podobnie jak „Nie”, inny destruktor polskiego społeczeństwa – na czas jednego pokolenia, który właśnie przemija. Dobra zmiana rzuciła jeszcze Michnikowi na otarcie łez kanał telewizji naziemnej (czyżby w ramach pozytywnego zakończenia spektaklu „Przychodzi Rywin do Michnika”?), potwierdzając tylko, że dla niej przeciwnik znajduje się nie tam, gdzie mówi, że się znajduje, tylko tam, gdzie nie mówi.

    Ale tu chyba Michnik nie będzie w stanie dokonać takich rzeczy, jak „na odcinku prasy”. W telewizji jest późnym przybyszem, trudno mu będzie konkurować na polu ogłupiania narodu z takimi macherami jak ci z Polsatu czy TVN-u. A kiedy ruszał na podbój polskich dusz za pomocą gazety, korzystał z handicapu. Jak zapewne starsi Czytelnicy pamiętają, „Wyborcza” była pierwszą w całym bloku wschodnim gazetą opozycyjną, jak się wówczas wydawało, wychodzącą legalnie. Były też inne bonusy, o których po latach pisał Stanisław Remuszko, wówczas dziennikarz tej gazety, w książce Gazeta Wyborcza. Początki i okolice,

    Michnik wychował całe pokolenie Polaków, sformatował je równie mocno, jak służba w stalinowskim aparacie represji ukształtowała, choć słuszniej pisać: złamała, charaktery tych, którzy na służbę do diabła wstąpili. Redaktor naczelny nie musiał już, inaczej niż jego brat Stefan, sięgać po narzędzia represji typu: pałka, pistolet, wielogodzinne przesłuchania na odwróconym taborecie, więzienne mury, krzyk bólu, zapach krwi, dławiący strach. Choć paragraf wobec wrażych sił stosował równie namiętnie co braciszek. Dziś wystarczy, użyjmy modnego słowa – stygmatyzacja. A środowisko gazetowowyborcze osiągnęło na tym polu poziom mistrzowski. Pamiętacie Państwo, kto jako pierwszy odsyłał swoich przeciwników politycznych do psychiatry? Określenie „oszołom”, „oszołomstwo” to już czasy nieco późniejsze. I przyszły z inną ekipą.

    Trzeba przyznać, że wyzwiska michnikoidów były bardziej jadowite niż inwektywy stosowane przez ich ideowych antecesorów: wszak „wariat” brzmi bardziej deprecjonująco niż „element antysocjalistyczny”, „oszołom” to słowo bardziej poniżające niż „siła kontrrewolucyjna”. No, ale jak już się powiedziało: Michnik miał do dyspozycji słowa, więc musiał ich używać tak, jak funkcjonariusze pałek. I w tym samym celu: aby najpierw zapiekło, a później zabolało. A na końcu – by odechciało się wierzgać przeciwko systemowi. Bo inny cel, w jakim niekiedy używa się słów – przekonać do swoich racji, zupełnie nie wchodził w grę – zarówno wówczas, jak i pół wieku później.

    Ale nie tylko stado baranów z łbami wypchanymi pakułami z „GazWybu” zostawił nam Adam Michnik. Nie tylko „nowych Polaków”. Dziś krajem rządzi niedawna opozycja, dokładnie taka, o jakiej zapewne Michnik śnił. Bo jeśli śnił, a śnił na pewno, o ekipie, która dojdzie do władzy dzięki nadziejom ludzi, którzy kontestowali pookrągłostołową rzeczywistość, to o takiej właśnie. Opozycji, która jest za, a nawet przeciw. Opozycji, która jeśli idzie po schodach, to nie wiadomo, czy wchodzi po nich, czy schodzi. Która mówi, że wybory były sfałszowane, a później działa tak, jakby zatraciła pamięć o własnych słowach, która odkrywa przed publiką, że Polska to „niemiecko-rosyjskie kondominium”, a później… jak wyżej.

    Która lansuje Żołnierzy Wyklętych, po czym na ambasadora w Niemczech wysyła niejakiego Przyłębskiego (TW „Wolfgang”, nr ewidencyjny 3889), pozyskanego przez komunistyczną policję polityczną Peerelu do współpracy 11 czerwca 1979 r., w celu zapewnienia dopływu informacji operacyjnych dotyczących przejawów działalności antysocjalistycznej w środowisku studenckim w Poznaniu. Były TW „Wolfgang” zapewniał, że nikomu nie zaszkodził, nie dodaje jednak, że sobie, i owszem – pomógł.

    Ile osób nie tylko że nie szkodziło innym, ale nawet wolało zaszkodzić sobie, aby tylko nie iść na „lepką ugodę” z oprawcami, odmawiając jakiejkolwiek współpracy z SB? Tego się nie dowiemy, bo ich po prostu nie ma – złamane życie, złamane kariery nie pozwoliły, aby zaszli dalej niż do mało prestiżowej, licho płatnej pracy. Są „nikim” przed ludźmi. Z trudem wiążą koniec z końcem, jak na prawdziwie niezłomnych w postpeerelowskiej rzeczywistości przystało. Dlatego obóz dobrej zmiany się nimi nie interesuje. Bo obóz (łobuz?) dobrej zmiany potrzebuje – jak każdy inny zresztą – ludzi poważnych, na stanowiskach. A takimi zostawali tylko ci, którzy jak Przyłębski czy Zaradkiewicz byli zaradni (przepraszam za przypadkową koincydencję z nazwiskiem) i dobrze się odnajdywali, zarówno w tamtym, jak i w tym systemie.

    Niedawno wyczytałem na jednej ze stron internetowych, że zdaniem europosła PiS-u Ryszarda Czarneckiego, Przyłębski bardzo dobrze bronił polskich interesów, niezależnie od tego, co się stało 35 lat temu, a ocena jego pracy jest niesprawiedliwa. Dodał, że wykorzystanie tej sytuacji jako pretekstu do ataku na jego żonę uważa za nieprzyzwoite. Żona byłego TW „Wolfganga” jest obecnie prezesem jednego z sądów. Nie wiem i nie chce się mi sprawdzać, czy TK, czy może SN. A może jeszcze innego? W każdym razie na piastowane stanowisko musiał wlepić ją któryś z Wielkich Kadrowych Prawa i Sprawiedliwości, bo słuchy chodzą, że swój urząd piastuje z poręczenie PiS-u.

    W normalnym państwie po Przyłębskim nie byłoby już śladu – kiedy w otoczeniu kanclerza Willy’ego Brandta wykryto enerdowskiego szpiega na stanowisku sekretarza kanclerza RFN, Brandt podał się do dymisji. I dymisja została przyjęta. Nikt nie oglądał się na to, że Brandt to wybitny polityk, że ma olbrzymie zasługi i, trawestując słowa Rysia europosła, bardzo dobrze bronił interesów Niemiec, niezależnie od tego, kto tam uwił sobie gniazdko pod jego bokiem. Ale Niemcy to poważne państwo.

    Przecież w normalnym kraju nie tylko Przyłębski powinien polecieć, ale również Wielki Kadrowy, który go wytrzepał z rękawa, jak też parę innych osób wprzęgniętych w procedurę weryfikacyjną, bo chyba jakoś tam sprawdza się kandydata na urząd ambasadora, w dodatku w tak istotnym państwie jak Niemcy? À propos dymisji. Podał się do niej wiceszef IPN-u Krzysztof Szwagrzyk. Kolegium jej nie przyjęło, a i samemu zainteresowanemu się po pewnym czasie odwidziało. Stąd 28 lutego rano złożył dokument wycofujący wniosek o dymisję, dostarczony miesiąc wcześniej. I zupełnie niepotrzebnie, Panie Krzysztofie, bowiem jeden z portali już zdążył Pana obwołać „profesorem wyklętym”. Nie lepiej było odejść w bliskiej Panu zapewne chwale „wyklętego”? 27 Mar 2017 Napisane przez Robert Kościelny
  • @AgnieszkaS 02:49:15
    Proszę przyjąć nieco spóźnione, ale szczere podziękowania za wskazanie na ten mroczny aspekt mojej szczerej, żołnierskiej duszy, jakim jest gradacja jednostek, poprzez ich definiowanie "per confessio".
    Zwracając się do pana Kosiura per- stolarzu, nie miałem jednak zamiaru umniejszać jego profesji, a jedynie zawołać - znajże Waćpan miejsce swoje.
    Szkoda, że umyka Pani ten niuans, błąd tkwi w mylnej ocenie intencji, wynikającej z innych doświadczeń życiowych
    Do mnie również można zawołać - elektryku, ponieważ nim jestem i gwarantuję, że nie poczuję z tego powodu żadnej ujmy.
    Przykro mi również, że zacytowany kiedyś przeze mnie fragment o dyplomacji - być może niezbyt parlamentarny, ale jednak celny i oddający jej sens - tak bardzo wzięła Pani do siebie.
    Cóż, trzeba mi było użyć słowa - spadaj, zwyciężyła jednak żołnierskość.
    Je suis vraiment désolé.
    Pozostając przy mowie Moliera, to kwestii bycia Envoyé Spécial pani Serafiny, stanowczo zaprzeczam, abym taką funkcję kiedykolwiek piastował.
    Tamten tekst był wyjątkowo miałki, to niezaprzeczalny fakt.
    Pozdrowienia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031