Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
43 posty 106 komentarzy

Moim zdaniem

Lech Mucha - Pogodny, uczciwy, inteligentny, leniwy konserwatysta.Mężczyzna,katolik,mąż i ojciec, motocyklista. Zawodowo - chirurg, amatorsko - muzyk, pisarz, płetwonurek...

Polak myśliwemu wilkiem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jesteśmy modelowym przykładem udanego współistnienia ludzi i naturalnej przyrody, jesteśmy państwem o wyjątkowej bioróżnorodności właśnie dzięki myśliwym.

 Kaskada troficzna.

 
W 1995 roku do Parku Narodowego Yellowstone w USA, po siedemdziesięciu latach nieobecności wróciły wilki. Po kilku zaledwie latach od ich powrotu, ujawniły się niespodziewane zmiany w środowisku naturalnym. Głównym źródłem pokarmu wilków są oczywiście jelenie. Ich populacja uległa redukcji, ale przede wszystkim zmieniło się zachowanie jeleni. Dzięki temu, że zaczęły unikać niektórych obszarów, na których wilkom łatwo było zastawiać pułapki, w tych miejscach zaczęły odrastać drzewa. W związku z tym, pojawiło się tam całe mnóstwo ptaków, ale także wróciły bobry. Ich tamy stworzyły nowe nisze ekologiczne i dały miejsce do życia dla wydr, piżmaków, kaczek, ryb, gadów i płazów. Wilki zmniejszyły też liczebność kojotów, dzięki czemu wzrosła populacja myszy i zajęcy, a to z kolei pozwoliło na wzrost populacji  sów, jastrzębi, łasic, lisów, borsuków. Wzrosła ilość niedźwiedzi, żywiących się pokarmem roślinnym, ale nie gardzących resztkami zabitych przez wilki jeleni. Padliną żywią się również kruki i orły bieliki i ich populacja również zyskała na liczebności. To, co się stało w Yellowstone, jest przykładem na istnienie tak zwanej kaskady troficznej, czyli dowodem na to, że zdarzenie, mające miejsce na szczycie łańcucha pokarmowego, ma szeroki wpływ na bioróżnorodność całego ekosystemu. Pojawienie się wilków nie tylko przyczyniło się do wzrostu bioróżnorodności, ale wpłynęło – poprzez działania bobrów, na bieg rzek i zmniejszyło zasadniczo erozję gleby. Drapieżnik na szczycie drabiny pokarmowej jest dla istnienia systemu ekologicznego i bioróżnorodności po prostu niezbędny.
 
Mysia utopia
 
15-go czerwca 2016 roku na łamach Polski Niepodległej ukazał się mój tekst zatytułowany: Mysia utopia, czyli koniec cywilizacji „białego człowieka”. Tekst jest cały czas dostępny na dowolnym z moich blogów. Opisałem w nim doświadczenie przeprowadzone w 1968 roku przez amerykańskiego naukowca Johna Calhouna, nazwane mysią utopią. Po dokładny opis doświadczenia i jego skutków zapraszam do Internetu lub archiwalnych numerów PN, a tu krótko przypomnę o co w nim chodziło. Otóż Calhoun stworzył habitat, w którym umieścił cztery pary zdrowych myszy. Miały one tam pod dostatkiem żywności, miejsca i materiału do budowy gniazd i żadnych wrogów. Mogły żyć i rozmnażać się bez przeszkód. Habitat mógł pomieścić około 3000 myszy, jednak populacja nigdy nie osiągnęła takiej liczebności. Znacznie wcześniej, bez uchwytnej przyczyny populacja wymierała. W wielokrotnie powtarzanych doświadczeniach, w tym również na szczurach, populacje gryzoni pozbawione nacisku ze strony środowiska, po prostu przestawały stopniowo się rozmnażać i wymierały. Gdy pisałem o tym poprzednio, odnosiłem to doświadczenie do populacji ludzi. Dziś chcę zwrócić uwagę na inny problem.
 
Człowiek myśliwemu wilkiem.
 
Łowiectwo nie cieszy się w naszym kraju uznaniem. Niesłusznie. W Polsce możemy poszczycić się zupełnie wyjątkową, jak na warunki europejskie, różnorodnością biologiczną. Nigdzie w Europie nie występuje tak wiele gatunków zwierząt i roślin, żyjących w warunkach naturalnych i to nie tylko w parkach narodowych, ale na całym obszarze kraju i to w stosunkowo dużej zgodzie z ludźmi. Jest tak nie pomimo, ale dzięki leśnikom i myśliwym. Trzeba sobie uświadomić, że w środowisku naturalnym istnienie prawidłowych zależności pomiędzy drapieżnikami i ich ofiarami warunkuje zdrowie i prawidłowy rozwój populacji i jednych i drugich. Z obu opisanych powyżej  doświadczeń, mysiej utopii i reintrodukcji wilka do Yellowstone wynika niezbicie, że istnienie regulatora, siedzącego na najwyższym szczeblu łańcucha pokarmowego, ma zasadniczy, bardzo korzystny wpływ na stan populacji jego ofiar. Istnienie regulatora jest po prostu konieczne dla istnienia żywiciela. Bez presji drapieżnika, roślinożerca ulega degeneracji. W Polsce, poza kilkoma mniej zaludnionymi obszarami i dużymi kompleksami leśnymi, nie mamy populacji wilka na tyle licznej , żeby mógł on kontrolować liczebność roślinożerców. I raczej nie mamy szans na to, by wilki mieszkały wszędzie, bo wiązało by się to ze zbyt dużymi problemami we współistnieniu z ludźmi i z dużymi kosztami, które należało by ponieść. Jeśli uważacie państwo, że jest inaczej, to napiszę, że tylko na Podkarpaciu w ciągu ostatnich czterech lat wilki zagryzły 1200 owiec, prawie 70 sztuk bydła domowego, 21 kóz, 16 koni i  co najmniej 40 psów podwórzowych. Tyle w każdym razie szkód w gospodarce zostało zgłoszonych. Nie da się we współczesnym świecie, na całym obszarze naszego kraju przywrócić wilków w takim stopniu, jak to było możliwe w Yellowstone. Dlatego też konieczne jest regulowanie liczebności zwierzyny łownej w inny sposób. I u nas, w Polsce, ten sposób działa prawie doskonale. Jeśli myślicie Państwo, że da się  populację – na przykład jeleni – redukować inaczej, niż przez polowania, to pragnę zwrócić uwagę, że obecnie tą redukcją zajmują się koła łowieckie i myśliwi, będący ich członkami. Nie tylko, że nie pobierają za to wynagrodzenia, ale jeszcze sami kupują sobie narzędzia potrzebne do działania, jak na przykład odpowiednią broń, sami budują infrastrukturę konieczną do realizacji polowań, biorą na siebie koszty szkoleń, bo polowanie na jelenie nie jest strzelaniem do przypadkowych osobników, ale pełni rolę selekcji. Myśliwi muszą znać i przestrzegać obowiązujących, zgodnych z wiedzą przyrodniczą okresów ochronnych na poszczególne gatunki, z rozróżnieniem nawet płci strzelanego zwierzęcia. Z budżetu kół łowieckich pokrywa się szkody wyrządzone przez zwierzynę łowną. Krótko mówiąc, dziś regulacja pogłowia zwierzyny łownej odbywa się dla państwa i społeczeństwa – bezkosztowo. Jeśli zabierze się za to wszystko państwo, to nie będzie nic lepiej, ale za to na pewno drożej.
Jest niezwykle nierozsądne zmieniać zasady gospodarki łowieckiej w Polsce tylko dlatego, że politycy rządzącej partii nie lubią myśliwych. Zmiany zaproponowane przez Prawo i Sprawiedliwość najpewniej opiszę szczegółowo w następnym tekście. Dziś tylko powiem, że obserwując obecną władzę muszę z przykrością stwierdzić, że zamiast naprawy tego, co naprawy wymaga, Prawo i Sprawiedliwość zabrało się za niszczenie tego, co działa dobrze. Ale o tym – jak wszystko pójdzie dobrze – napiszę szczegółowo za dwa tygodnie. Dziś tylko chcę jeszcze raz podkreślić, że jesteśmy modelowym przykładem udanego współistnienia ludzi i naturalnej przyrody, jesteśmy państwem o wyjątkowej bioróżnorodności właśnie dzięki myśliwym.
 
Lech Mucha
Tekst ukazał się w dwutygodniku Polska Niepodległa (18.04.2018.)

KOMENTARZE

  • Bajki pan fanzolisz
    myśliwy to ten co myśli śledząc/tropiąc zwierza podchodzi i zabija celnym rzutem włóczni, dzirytu. A u nas przeważają goście co pod ambonę autem podjeżdżają, bo po kilometrze potykałby się o jęzor.

    Z prawdziwym nie ma wiele wspólnego
    A propos zwierzyny. jarzysz pan łosie ? To porównaj łopaty dowolnego kanadyjskiego z naszym rogaczem . I to wszystko zadaje kłam pańskim tezom
  • @gnago 16:53:54
    Sam Pan fanzolisz. Nie wolno polować z dzidą, ani z łukiem, żeby oszczędzić zwierzynie cierpień. Tu nie chodzi o to, by zwierzę miało szansę, tylko żeby konieczna śmierć, była humanitarna.
  • Bardzo dobry i potrzebny artykuł
    Czego najlepszym dowodem oceny i poprzedni komentarz.
    W dzisiejszym społeczeństwie wielu traktuje myśliwych jak morderców, no bo któż inny zabiłby zwierzaka ze ślicznym futerkiem, które nie robi nikomu krzywdy? To jest jakieś zdziecinnienie i myślenie kategoriami bajek animowanych o Bambi i zajączkach. Niedługo Polacy, którzy w tej chwili w ogóle nie mają do czynienia z jakąkolwiek bronią, będą dostawali histerii na samo wspomnienie pistoletu czy dubeltówki, podobnie jak reagują mieszczuchy w Kanadzie i USA. Nie rozumieją, że każdy gatunek jest częścią ekosystemu, na który ma przemożny wpływ i że musi być zachowana równowaga dla prawidłowego funkcjonowania tego ekosystemu. Co za dużo, to nie zdrowo, nawet ślicznych zwierzątek, które zżerają lasy i łąki.
  • @gnago 16:53:54
    Mylisz myśliwego z dzikusem z epoki kamienia łupanego, a polowanie w ramach racjonalnej gospodarki leśnej ze zdobywaniem pożywienia dla przetrwania plemienia, a to są zupełnie inne sprawy.
  • @Lech Mucha 17:10:50
    Uhm..... znaczy nie ma postrzałków przy użyciu broni palnej? Wredna rzeczywistość skrzeczy że są. Co ja piszę o postrzałkach, LUDZKIE OFIARY ŚMIERTELNE. Ręczę że gość co strawi kilkaset godzin podchodząc i tropiąc zwierzynę takich pomyłek nie czyniłby. Jak postrzelenie we mgle konia na pastwisku nad ranem we mgle, zrezygnowałby po ze strzału z łuku czy kuszy. Tak samo łatwo się spust naciska do zarysu w krzakach.
    A co myśliwy Mucha powie o uśmiercaniu ścian, czy prawo pozwala polować przy budynkach gospodarczych czy mieszkalnych?

    Zaiste powiadam wam więcej tropicieli jest wśród fotografów aniżeli "myśliwych"
  • @Lotna 01:36:41
    Mylisz myśliwego z dzikusem z epoki kamienia łupanego, a polowanie w ramach racjonalnej gospodarki leśnej ze zdobywaniem pożywienia dla przetrwania plemienia, a to są zupełnie inne sprawy.


    Taaaak populacja dzików jest koronnym dowodem tej racjonalności


    Ta.... myśliwym jest gość z zadyszką po wspięciu się na ambonę i obwodem w pasie większym od wzrostu. Dziś z trudem kwalifikuję do tego miana jedynie selekcjonerów. A test łatwo przeprowadzić pokazując tropy . Ilu z członków PZŁ potrafi wytropić, ba zidentyfikować tropy zwierząt? Max 30% "zawodowych"

    Zatem najprostsza weryfikacja bieg 2 km i takiż powrót z workiem 50 kg na plecach. Nie poradzi, to kopa do czasu odzyskania krzepy
  • O największej populacji rogaczy
    Pewien gość wybiera się na nocne polowanie. Ale zimno ulewa, aż psa strach na dwór wygnać. Ale słowo się rzekło. Pożegnał sie ze ślubną i pojechał. Siedzą z kumplem na ambonie godzinę dwie i nic.. Przemoczeni wrócili koło północy do domów. Nasz cichutko wszedł do domu by małżonki nie budzić. Wsuwa się delikatnie pod kołdrę , ta budzi się i tuli szepcząc wiesz a mój idiota poszedł na polowanie.
    Zasłyszane ongiś od kumpli "myśliwych", a faktycznie masarzy amatorów dziczyzny w czasie degustacji ich wyrobów
  • @gnago 18:00:42
    Masz jakąś obsesję? Co obwód pasa myśliwego ma do populacji zwierzyny płowej? Artykuł jest właśnie o tym, a nie o kondycji fizycznej osób, które mają zezwolenie na broń i odstrzał zwierzyny.

    Każdy, kto należy do PZŁ powinien potrafić wytropić zwierzynę, bo znajomość tropów jest przedmiotem egzaminu warunkującego przyjęcie do związku łowieckiego. Przynajmniej tak było w PRLu, i jeśli tak nie jest w tej chwili, to możesz mieć pretensje o to co najwyżej do demokratycznych władz uwielbiających zwierzęta futerkowe, od kotów począwszy.
  • @Lotna 04:01:05
    No racja znajomość tropów na egzaminie sprzed dekad jest jednoznaczna z tropicielstwem. A zdany egzamin na prawo jazdy czyni jednoznacznie mistrzem kierownicy. Grubas nie weryfikuje do czego strzela. Naciska spust do tego co mniema że widzi. Fizycznie nie jest w stanie podejść zwierzyny czyniony hałas mu przeszkadza. A mi nie biega o jakąś obsesję czy o los ubijanych zwierzątek. Ale o definicje myśliwego. A ten grubas to karykatura tegoż znanego z historii. Zatrudnij się do na polowaniu z naganką , obserwuj te rytuały po pokocie i co dzieje sie później

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031